12 listopada 2014

{01}

~
Dzwonek.
Nareszcie koniec poniedziałku. Vic nienawidzi tego dnia tygodnia. Gdy tylko usłyszał ten upragniony dźwięk, zaczął pakować rzeczy do plecaka nie zważając na to, że nauczycielka przekrzykiwała zamieszanie w klasie próbując oznajmić, że musi zadać jeszcze pracę domową. Chłopak niespokojnie siedział poruszając w bardzo szybkim tempie prawą nogą. Jego młodszy brat Mike powtarzał, że to taki odruch nerwowy.
Podczas gdy psorka jakby specjalnie wolno wypisywała zadania domowe, Victor błądził wzrokiem po klasie. Wszyscy byli tacy sami.
Szare jednostki szkolone do podążania za społeczeństwem.
Nie byli identyczni, a jednak tacy sami.

Ta dziewczyna, która nigdy się nie odzywa, grzecznie spisuje z tablicy.
Ten pajac, co zawsze wszystkich rozśmiesza głupimi komentarzami nie na miejscu, ciągnie za warkocz klasową piękność i ani mu się widzi zapisywać pracę domową.
Te dwie nierozłączne dziewczyny szepczą coś sobie do ucha chichocząc.
A ten ćpun siedzi ze słuchawkami w uszach i bazgroli coś w zeszycie.
Różnią się? Wszyscy skończą tak samo.
Kontrolowani przez wyższych.
Z rozmyśleń wyrwało Vica westchnięcie nauczycielki i niemrawe ,,do zobaczenia jutro" wypowiedziane z jej pomalowanych czerwoną, matową szminką wąskich ust ułożonych w poważnym wyrazie.
Chwycił podniszczony już nieco, szary plecak i spokojnym, trochę niezdarnym krokiem ruszył w stronę drzwi. W jego klasie nie było zbyt dużo uczniów, więc nie było problemu z szybkim przepchaniem się przez dosyć małe drzwi.
Wyszedł na korytarz.
Wielki hałas, wszyscy rozmawiają, gdzieś się spieszą.
Czuł, że coś tu nie gra. On chyba tu nie pasuje.
Odrzucił na razie te myśli. Nie teraz. Jeszcze się rozkleisz. Uśmiechnął się pod nosem.
Ze spuszczoną głową przemierzył korytarz aż do schodów prowadzących na parter. Doszedł do starych masywnych drzwi i z całą siłą swojego wątłego ciała popchnął je, by wraz z tłumem ludzi wydostać się z budynku.
Wiosenne promienie słońca delikatnie muskały jego śniade policzki. Lekki wiaterek bawił się jego kasztanowymi, długimi włosami rozwiewając je na wszystkie strony pozwalając im podrażniać głębokie czarne oczy. 
Westchnął.
Odsunął się od tłumu ludzi schodząc na bok. Spojrzał na budynek.
Nienawidził tego miejsca.
Nienawidził tych ludzi.
Wszyscy byli tacy sami.
Czuli się lepsi. Gnębili słabszych, bezbronnych.
Należał do tych gnębionych. I za to nienawidził każdego dnia, w którym musiał podnieść się ze swojego łóżka, ubrać się i iść do szkoły.
Nie potrafi przystosować się do surowych zasad przetrwania. Nie potrafi się przeciwstawić dręczycielom. A może nie chce? Z perspektywy trzeciej osoby, naprawdę wygląda jakby to wszystko po nim spływało nie zostawiając śladu.
Ale zostawia.
Delikatnie złapał za lewy nadgarstek. Odsunął bransoletki zwisające z chudego przegubu. Kciukiem muskał po różowych bliznach i świeżych strupkach tworzących pasy jak u zebry.
Znowu chce to zrobić.
Odwrócił się. Szybkim krokiem przekroczył bramę szkoły i poszedł skrótem do domu. Codziennie wracał dosyć obskurnymi alejkami, tak było najszybciej. Chciał jak najprędzej zaszyć się w swoim królestwie i zapomnieć o całym dniu. Nagle ktoś wyłonił się zza zakrętu. Przed oczyma stanął mu obraz wielkiego mężczyzny ubranego w obcisły czarny t-shirt eksponujący wszystkie jego fałdy na brzuchu. Stał tuż przed nim.
Mitch.
-Siema, Vicuś- uśmiechnął się. Dziecinnie zaakcentował imię chłopaka.
Zza pleców wielkoluda wyłonili się jeszcze dwaj podobni osobnicy płci męskiej. Wszystkich łączyła jedna rzecz- dresy z krokiem w kolanach. Victor nerwowo przełknął ślinę i podjął próbę przepchnięcia się przez przeciwników, z marnym jednakże skutkiem- jego chude ciało odbiło się od wielkiego brzucha Mitcha jak piłka kauczukowa.
-Gdzie się tak spieszysz? Masz randkę ze swoim chłopakiem, pedałku?- on i jego koledzy śmieli się głośno, plując obficie w twarz Vica.
-Hej, Kellin!- zawołał jeden z nich.- Patrz kogo tu mamy!
Oczom ofiary całej tej sytuacji ukazał się wysoki chłopak o rozczochranych, kruczoczarnych włosach okalających bladą cerę. Bostwick z IIa. Uśmiechnął się zawadiacko. W tym uśmiechu coś było.
Ale nie w oczach.
Były całkowicie obojętne. Aczkolwiek, po podkrążonych oczach i niemrawym spojrzeniu, można rzec, że cechowało je także zmęczenie. Vic dobrze znał te sine półokręgi. Widział je za każdym razem, gdy patrzył w lustro.
Z zamyślenia wyrwało go nagłe zamroczenie przed oczami. I ból. Oj, okropny ból. Mitch uderzył go pięścią w oko powalając go tym samym na ziemię. Kellin podszedł do Victora bliżej. Pochylił się nad nim.
-Jesteś żałosny- mruknął i splunął mu tuż przed twarzą. Wstał i kopnął go z całej siły w brzuch. Victor zgiął się w pół i zaczął kaszleć. Bostwick. Co jest z nim nie tak?
Banda uciekła rozpływając się przed oczyma Vica.
Z trudem podniósł się do pozycji przykucu. Nagle dostał ataku kaszlu. Przysłonił usta ręką.
Poczuł coś mokrego pomiędzy palcami. Oddalił nieco dłoń i z niepokojem na nią spojrzał.
Krew.
Czerwona, lepka krew kontrastująca z jego ciemną karnacją. Pobłyskiwała w świetle promieni przedzierających się przez budynki w alejce. Chłopak co chwilę pokasływał uwalniając jeszcze więcej cennego płynu ze swojego wnętrza, pozwalając mu zaś spocząć na swoich szczupłych ramionach i czarnych jeansach.
Poderwał się szybko z ziemi, chwycił plecak, który spadł mu podczas uderzenia, i pognał w stronę domu.

Przekręcił klucz w drzwiach i wszedł do domu. Próbował zawołać Mike'a, ale po chwili przypomniał sobie, że pojechał na klasową wycieczkę. Mama wraca tylko na noc, całe dnie przesiadywała w biurze próbując odnaleźć swego rodzaju ukojenie, zapomnienie w pracy.
Rzucił plecak do salonu i pobiegł do łazienki. Stanął przed lustrem. Miał podbite lewe oko i całe usta umazane w krwi. Z oczu wypływały mu połyskujące łzy. Oparł się nad zlewem i pochylił się w dół pozwalając mieszance kropel smutku i bólu spaść do ceramicznego zlewu.
Wypadł z łazienki i pobiegł do salonu. Otworzył swój plecak i wyjął z niego piórnik, z kolei z niego wydobył kawałek chusteczki. Rozwinął ją i wziął w palce ostrze.
Żyletka. Pobłyskiwała zachęcająco jakby kokietując go i zachęcając do zapomnienia się w niej.
Był czysty od tygodnia, ale już dłużej nie wytrzyma.
Musi to zrobić.
Ręce trzęsły mu się niemiłosiernie, jakby zażył jakieś silne narkotyki. Szedł do łazienki wpatrzony w błyszczące narzędzie. Dreszcz przechodził go po całym ciele. Chciał jak najszybciej poczuć tę ulgę. Tę chwilę odpłynięcia, zapomnienia o wszystkim. Skupienia się tylko i wyłącznie na bólu fizycznym.
Popchnął drzwi i wszedł do toalety. Zdjął z siebie wszystkie ubrania i włączył prysznic ustawiając letnią temperaturę wody. Wkroczył do kabiny wciąż trzymając żyletkę w prawej dłoni. Podniósł głowę do góry pozwalając strumieniom spłukać cały dzień z jego ciała.
Zaczął gorzko płakać.
Wypominał sobie wszystkie rzeczy, które kiedykolwiek zrobił źle.
Obwiniał się za swój wygląd, charakter, myślenie. Za całe zło świata.
Nienawidził wszystkiego. Ludzi, świata, smutku, matki, ojca, s i e b i e. Bo może to wszystko to tylko i wyłącznie jego wina? Tak. To on. To on jest problemem. Musi się ukarać.
Przyłożył ostrze do prawego uda i z całej siły przycisnął jego powierzchnię do ciała. Przeciągnął w dół.
Ogarnął go niewyobrażalny ból. Krzyknął w agonii, a z oczu poleciało mu jeszcze więcej łez momentalnie mieszających się z wodą.
Nagle poczuł upragnione ukojenie. Wszystko wylatywało z niego szkarłatnym strumieniem.
Vic wpatrywał się na ulatującą z dosyć głębokiej rany krew. Nagle zamachnął się jeszcze kilka razy na tym samym udzie żyletką tworząc trochę mniejsze od tamtej, aczkolwiek nie były one tak delikatne jak te na nadgarstku.
Jeszcze jedną.
I jeszcze.
Ostatnią.
Nagle coś sobie uświadomił.
Zatrzymał się w połowie robienia dwudziestej, może trzydziestej kreski o potężnych rozmiarach.
Z tym Bostwickiem coś nie gra. I musi się dowiedzieć co.

~

Ohayoo~
Dziękuję za przeczytanie pierwszego rozdziału. Jak wrażenia?
Ogólnie nic się nie działo, było to głownie przedstawienie poglądów i częściowo problemów Vica i początkowych jego relacji z Kellinem.
Zaciekawiło Cię? Tak? A wspominałam, że to opowiadanie o gejach? O, czyli już nie ciekawe, hehe xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz! To bardzo motywuje! (o⌒.⌒o)