~
-Chłopaki, muszę spadać. Umówiłem się z Kat!- Kellin zaśmiał się znacząco.
-Tylko się zabezpieczajcie- Philip wyszczerzył krzywe zęby w uśmiechu.
Quinn zaśmiał się podając wszystkim po kolei rękę na pożegnanie. Odszedł w milczeniu od grupy i pokierował się do pobliskiego parku. Był prawie cały zarośnięty różnorakimi drzewami, więc do złudzenia przypominał las gdyby nie polbrukowe ścieżki rozgałęziające się na wszystkie strony i stare drewniane ławeczki pokryte podpisami tutejszych dzieciaków i nastolatków.
Przez krzaczaste drzewa światło ledwie się przedzierało, toteż panował tu tajemniczy półmrok.
Kellin spoczął na ławeczce pod lipą. Zawsze umawiał się tu z Katelynne.
Ale w ogóle nie miał głowy do myślenia o swojej dziewczynie. Jego głowę zaprzątał ten chłopak, którego dziś pobili. Victor? Chyba chodził do IIa. Nie raz widział go na korytarzu. Zawsze stał sam ze słuchawkami w uszach. Miał koszulki z różnorakimi zespołami. Często jednak można go było zobaczyć w tej z logo Queen. Kellin całkiem lubi ten zespół.
-Tylko się zabezpieczajcie- Philip wyszczerzył krzywe zęby w uśmiechu.
Quinn zaśmiał się podając wszystkim po kolei rękę na pożegnanie. Odszedł w milczeniu od grupy i pokierował się do pobliskiego parku. Był prawie cały zarośnięty różnorakimi drzewami, więc do złudzenia przypominał las gdyby nie polbrukowe ścieżki rozgałęziające się na wszystkie strony i stare drewniane ławeczki pokryte podpisami tutejszych dzieciaków i nastolatków.Przez krzaczaste drzewa światło ledwie się przedzierało, toteż panował tu tajemniczy półmrok.
Kellin spoczął na ławeczce pod lipą. Zawsze umawiał się tu z Katelynne.
Ale w ogóle nie miał głowy do myślenia o swojej dziewczynie. Jego głowę zaprzątał ten chłopak, którego dziś pobili. Victor? Chyba chodził do IIa. Nie raz widział go na korytarzu. Zawsze stał sam ze słuchawkami w uszach. Miał koszulki z różnorakimi zespołami. Często jednak można go było zobaczyć w tej z logo Queen. Kellin całkiem lubi ten zespół.
Często go gnębili. Nie przeciwstawiał się im. Nikt nigdy nie zastanawiał się dlaczego.
Wyjął z kieszeni jeansowej kurtki paczkę czerwonych marlboro i począł szukać we wszystkich kieszeniach spodni zapalniczki. Jest. Wziął z paczki ostatniego papierosa i włożył do ust. Zakrył tylnią część zapalniczki i sprawnie podpalił. Zaciagnął się nikotyną dając ukojenie swoim nerwom. Wypuścił dym przez usta i nos. Nonszalancko oparł łokieć o oparcie ławki spuszczając dłoń w dół. Drugą ręką zaś przetarł oko uważając by przypadkowo nie przypalić włosów papierosem."Widziałem"- pomyślał.- "Widziałem te sznyty"
-Znowu palisz?- usłyszał aksamitny głos za plecami. Odwrócił się przestraszony. Katelynne.
-Kat... Przestraszyłaś mnie.
-Wybacz- dziewczyna uśmiechnęła się i pocałowała Kellina w policzek. Usiadła obok niego.- Co masz ochotę dzisiaj robić?
-Nie wiem, dzisiaj mam zły humor. Przystanę na każdą propozycję- posłał jej fałszywy uśmiech strząsając popiół pozostały z wypalonego kawałka papierosa.
-Moich rodziców nie ma w domu, co ty na to, żeby ugotować coś pysznego i obejrzeć jakiś film?
Kellin kiwnął podwierdzająco głową i wstał z ławki. Wziął ostatniego macha i rzucił papierosa na ziemię zdeptując trampkiem. Kat obserwowała każdą jego czynność z zaciekawieniem. Było w nim coś intrygującego. Może to ta jego nonszalancja? Albo sposób bycia? Nie jest pewna co, ale kochała go za to. Każda minuta była jej tęskna do ukochanego. Czuła się przy nim bezpiecznie. Wiedziała, że, mimo swojej niepozornej postury, jest w stanie ją obronić.
A Kellin? Podobała mu się. Lubił jej ciemne włosy opadające prostym strumieniem po kształtych barkach. Lubił jej duże śliczne oczy. I to że jest taka niewinna, chodź wcale tak nie wygląda. Ale nic poza tym. Nigdy nie powiedział jej, że ja kocha. Nigdy nie był tego pewien.
Złapał ją za rękę i poszli w kierunku jej domu.
-Spaghetti było bardzo dobre.- powiedział Kellin pomagając posprzątać stół po kolacji.- To co oglądamy?
-Myślałam nad tym nowym filmem "Zakochana Złośnica". To komedia romantyczna, ale wszyscy ją chwalą. Pożyczyłam kilka dni temu płytę od znajomej, ale jakoś nie miałam czasu żeby obejrzeć.
-Niech będzie.
Katelynne przyniosła z kuchni coca-colę i dwie szklanki i położyła na stoliczku przed kanapą. Do odtwarzacza DVD wsunęła płytę z napisanym na wierzchu tytułem filmu. Odpaliła telewizor, wzięła pilot i usiadła na kanapie obok Kellina. Włączyła film.
Podczas gdy Kellin oglądał z udawanym zaciekawieniem, ona nie mogła się skupić. Wciąż się wierciła, spoglądała na niego ukradkiem przygryzając dolną wargę.
-Co się dzieje?- zapytał zdezorientowany.
Kat spojrzała na niego wlepiając wielkie piwne oczy w jego niebieskie niczym ocean tęczówki. Powolutku podniosła prawą dłoń dotykając subtelnie policzka Kellina. Zbliżyła się do niego tak, że ich nosy niemal się dotykały. Lekko przekręciła głowę w prawą stronę. Przysunęła pomalowane na czerwono wargi do jego ust. Nieśmiale zaczęła go całować, a on to odwzajemnił.
Nie wiedzieli co robić z rękoma. Raz lądowały w włosach, raz na barku czy policzku. Katelynn wreszcie zdecydowała się zdjąć białą koszulkę Kellina. Zrobiła to śmiejąc się i przygryzając wargę partnerowi. Rozkoszowała się jego ciałem przesuwając po tułowiu dłoń.
-Kat...- mruknął Kellin odsuwając ją od siebie.- Nie sądzę, że powinniśmy się tak rozpędzać. Ponadto nie mam ochoty na takie rzeczy...
-Ty nigdy nie masz ochoty! Zastanawiałam się czy nasz związek w ogóle ma jakiś sens. Ciągle tylko słyszę, że nie masz czasu, humoru albo ochoty! Nie pamiętam kiedy ostatni raz spojrzałeś na mnie takim wzrokiem jak podczas naszej pierwszej randki...- łzy zaczęły zalewać jej oczy tworząc szklaną powłokę. Przetarła je szybko i wstała. Pochlipując pobiegła na pierwsze piętro by zamknąć się w swoim pokoju.
Kellin siedział sam na kanapie wlepiając wzrok w telewizor. Ale wcale nie interesowało go co dzieje się z Zakochaną Złośnicą. Ociężale podniósł się z sofy i podniósł białą koszulkę z ziemi. Przełożył ją przez głowę i niezgrabnie założył. Wyłączył telewizor i poszedł do przedpokoju. Spojrzał w lustro.
-Ty pierdolony idioto- mruknął pod nosem.
Założył czarne trampki poprzecierane w niektórych miejsach, a na grzbiet narzucił jeansową kurtkę.
Nie mógł jej tego zrobić, po prostu nie. Nie był przecież pewien czy w ogóle coś do niej czuje. Kiedyś wydawało mu się, że zakochał się w Kat bezgranicznie, ale to uczucie powoli zaczęło wygasać, a przynajmniej z jego strony.
Musiał się zastanowić czy dalszy związek ma jeszcze jakiś sens. I ona też musi to zrobić, dlatego zostawił ją samą zamykając za sobą cicho drzwi.
-Myślałam nad tym nowym filmem "Zakochana Złośnica". To komedia romantyczna, ale wszyscy ją chwalą. Pożyczyłam kilka dni temu płytę od znajomej, ale jakoś nie miałam czasu żeby obejrzeć.
-Niech będzie.
Katelynne przyniosła z kuchni coca-colę i dwie szklanki i położyła na stoliczku przed kanapą. Do odtwarzacza DVD wsunęła płytę z napisanym na wierzchu tytułem filmu. Odpaliła telewizor, wzięła pilot i usiadła na kanapie obok Kellina. Włączyła film.
Podczas gdy Kellin oglądał z udawanym zaciekawieniem, ona nie mogła się skupić. Wciąż się wierciła, spoglądała na niego ukradkiem przygryzając dolną wargę.
-Co się dzieje?- zapytał zdezorientowany.
Kat spojrzała na niego wlepiając wielkie piwne oczy w jego niebieskie niczym ocean tęczówki. Powolutku podniosła prawą dłoń dotykając subtelnie policzka Kellina. Zbliżyła się do niego tak, że ich nosy niemal się dotykały. Lekko przekręciła głowę w prawą stronę. Przysunęła pomalowane na czerwono wargi do jego ust. Nieśmiale zaczęła go całować, a on to odwzajemnił.
Nie wiedzieli co robić z rękoma. Raz lądowały w włosach, raz na barku czy policzku. Katelynn wreszcie zdecydowała się zdjąć białą koszulkę Kellina. Zrobiła to śmiejąc się i przygryzając wargę partnerowi. Rozkoszowała się jego ciałem przesuwając po tułowiu dłoń.
-Kat...- mruknął Kellin odsuwając ją od siebie.- Nie sądzę, że powinniśmy się tak rozpędzać. Ponadto nie mam ochoty na takie rzeczy...
-Ty nigdy nie masz ochoty! Zastanawiałam się czy nasz związek w ogóle ma jakiś sens. Ciągle tylko słyszę, że nie masz czasu, humoru albo ochoty! Nie pamiętam kiedy ostatni raz spojrzałeś na mnie takim wzrokiem jak podczas naszej pierwszej randki...- łzy zaczęły zalewać jej oczy tworząc szklaną powłokę. Przetarła je szybko i wstała. Pochlipując pobiegła na pierwsze piętro by zamknąć się w swoim pokoju.
Kellin siedział sam na kanapie wlepiając wzrok w telewizor. Ale wcale nie interesowało go co dzieje się z Zakochaną Złośnicą. Ociężale podniósł się z sofy i podniósł białą koszulkę z ziemi. Przełożył ją przez głowę i niezgrabnie założył. Wyłączył telewizor i poszedł do przedpokoju. Spojrzał w lustro.
-Ty pierdolony idioto- mruknął pod nosem.
Założył czarne trampki poprzecierane w niektórych miejsach, a na grzbiet narzucił jeansową kurtkę.
Nie mógł jej tego zrobić, po prostu nie. Nie był przecież pewien czy w ogóle coś do niej czuje. Kiedyś wydawało mu się, że zakochał się w Kat bezgranicznie, ale to uczucie powoli zaczęło wygasać, a przynajmniej z jego strony.
Musiał się zastanowić czy dalszy związek ma jeszcze jakiś sens. I ona też musi to zrobić, dlatego zostawił ją samą zamykając za sobą cicho drzwi.
Nastał już wieczór. Wiatr szaleńczo wiał otulając zimnem całe miasto.
Kellin szedł powoli z rękoma splecionymi na brzuchu. Nie miał ochoty wracać do domu, nawet jeśli pogoda dawała mu się we znaki. Postanowił przejść się w jakieś ciche miejsce i wszystko przemyśleć. Wybrał miłą kawiarenkę na rogu ulicy.
Kellin szedł powoli z rękoma splecionymi na brzuchu. Nie miał ochoty wracać do domu, nawet jeśli pogoda dawała mu się we znaki. Postanowił przejść się w jakieś ciche miejsce i wszystko przemyśleć. Wybrał miłą kawiarenkę na rogu ulicy.
Wszedł do budynku i momentalnie ogarnęło go przyjemne uczucie ciepła. Podszedł do kasy i zamówił cappuccino z bitą śmietaną. Podał młodej kasjerce należną kwotę i usiadł przy małym dwuosobowym stoliku nieopodal okna. Był to jedyne wolne miejsce. Był wielki ruch, a mimo to nie było głośno. W tle pobrzmiewała jedynie nastrojowa jazzowa muzyka.
Zmierzwił swoje czarne włosy wzdychając przy tym głęboko.
"Nie mogę się tym zamartwiać. Wszystko wróci do normy."- myślał pokrzepiając sam siebie.
Z zamyślenia wyrwał go dzwonek sygnalizujący wejście nowego klienta do kafejki.
-Dzień dobry- mruknął przybysz ubrany w ciepłą czarną bluzę, miał przemoknięte kasztanowe włosy.
Vic...?
Kellin spuścił głowę w dół zasłaniając twarz włosami, dostatecznie jednak, by móc obserwować chłopaka.
Podszedł do lady i...
Widok zasłoniła mu postać kobiety ubranej w biały fartuszek.
-Twoje zamówienie- uśmiechnęła się szeroko dziewczyna i postawiła na stoliku filiżankę z cappuccino. Wyciągnęła następnie notes i coś w nim zapisała. Wyrwała kartkę i podała mu ją.
Kellin zaintrygowany spojrzał na kawałek papieru.
671 430 999
Numer telefonu. Posłał jej uśmiech nie chcąc się tłumaczyć. Gdy tylko odeszła, zmiął kartkę i odłożył na bok. Westchnął ponownie. Ostatnio w ogóle nie miał ochoty na jakiekolwiek relacje damsko-męskie.
-Przepraszam, czy mógłbym tutaj na chwilę przysiąść?- usłyszał czyjś głos.
Podniósł głowę i zobaczył go. Coś przeszyło go wskroś niczym piorun.
-Vic...?- otworzył szeroko oczy.
-Oh, to Ty.- Victorowi zrzędła mina.- To ja lepiej postoję.
-Ależ nie ma problemu, możesz na chwilę usiąść- Kellin próbwał zdobyć się na coś w kształt uśmiechu.
Vic trochę krzywo na niego spojrzał, ale w końcu usiadł na krześle przed Kellinem.
"Czy powinienem go o to spytać?"
Chłopak nonszalancko wyciągnął z kieszeni telefon, podłączył słuchawki i zaczął przeglądać playlistę w celu znalezienia odpowiedniego na tę chwilę utworu do posłuchania.
-Ehm... Czego tam tak słuchasz?- próbował go zagadać.
Vic spojrzał na niego zirytowanym wzrokiem.
-Queen.- mruknął pod nosem niechętnie.
-Naprawdę? To mój ulubiony zespół!
-Ciekawe.
Odgarnął czarne włosy za ucho i przetarł zawiedziony twarz dłonią.
-Victor- zdobył się wreszcie- ja wiem.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz.
Kellin chwycił go za lewy nadgarstek i odsłonił bluzę. Spojrzał na zszkowanego chłopaka smutnymi oczami.
Vica przeszedł miły dreszcz ciepła, ale i strachu. Z jednej strony podobało mu się to w jaki sposób Kellin trzymał jego przegub dając mu przyjemne uczucie dottku drugiej osoby, a z innej- pierwszy raz ktoś zwrócił uwagę na jego sznyty. Nie wiedział co w takiej sytuacji powiedzieć. Brunet wlepiał w niego swe wielkie, niebieskie oczy. Nie mógł oderwać od nich wzroku, odbierały mu zdolność do wydukania jakiegokolwiek słowa.
Przerwała im ta sama kelnerka.
-Zamówienie- powiedziała i szybko odeszła. Na stoliku postawiła plastkiowy kubek z kakaem i saszetkę cukru.
-Nie interesuj się- odparł oschle, wyrwał z bólem serca swoją rękę i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wyszedł.
"Co teraz?"
Zmierzwił swoje czarne włosy wzdychając przy tym głęboko.
"Nie mogę się tym zamartwiać. Wszystko wróci do normy."- myślał pokrzepiając sam siebie.
Z zamyślenia wyrwał go dzwonek sygnalizujący wejście nowego klienta do kafejki.
-Dzień dobry- mruknął przybysz ubrany w ciepłą czarną bluzę, miał przemoknięte kasztanowe włosy.
Vic...?
Kellin spuścił głowę w dół zasłaniając twarz włosami, dostatecznie jednak, by móc obserwować chłopaka.
Podszedł do lady i...
Widok zasłoniła mu postać kobiety ubranej w biały fartuszek.
-Twoje zamówienie- uśmiechnęła się szeroko dziewczyna i postawiła na stoliku filiżankę z cappuccino. Wyciągnęła następnie notes i coś w nim zapisała. Wyrwała kartkę i podała mu ją.
Kellin zaintrygowany spojrzał na kawałek papieru.
671 430 999
Numer telefonu. Posłał jej uśmiech nie chcąc się tłumaczyć. Gdy tylko odeszła, zmiął kartkę i odłożył na bok. Westchnął ponownie. Ostatnio w ogóle nie miał ochoty na jakiekolwiek relacje damsko-męskie.
-Przepraszam, czy mógłbym tutaj na chwilę przysiąść?- usłyszał czyjś głos.
Podniósł głowę i zobaczył go. Coś przeszyło go wskroś niczym piorun.
-Vic...?- otworzył szeroko oczy.
-Oh, to Ty.- Victorowi zrzędła mina.- To ja lepiej postoję.
-Ależ nie ma problemu, możesz na chwilę usiąść- Kellin próbwał zdobyć się na coś w kształt uśmiechu.
Vic trochę krzywo na niego spojrzał, ale w końcu usiadł na krześle przed Kellinem.
"Czy powinienem go o to spytać?"
Chłopak nonszalancko wyciągnął z kieszeni telefon, podłączył słuchawki i zaczął przeglądać playlistę w celu znalezienia odpowiedniego na tę chwilę utworu do posłuchania.
-Ehm... Czego tam tak słuchasz?- próbował go zagadać.
Vic spojrzał na niego zirytowanym wzrokiem.
-Queen.- mruknął pod nosem niechętnie.
-Naprawdę? To mój ulubiony zespół!
-Ciekawe.
Odgarnął czarne włosy za ucho i przetarł zawiedziony twarz dłonią.
-Victor- zdobył się wreszcie- ja wiem.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz.
Kellin chwycił go za lewy nadgarstek i odsłonił bluzę. Spojrzał na zszkowanego chłopaka smutnymi oczami.
Vica przeszedł miły dreszcz ciepła, ale i strachu. Z jednej strony podobało mu się to w jaki sposób Kellin trzymał jego przegub dając mu przyjemne uczucie dottku drugiej osoby, a z innej- pierwszy raz ktoś zwrócił uwagę na jego sznyty. Nie wiedział co w takiej sytuacji powiedzieć. Brunet wlepiał w niego swe wielkie, niebieskie oczy. Nie mógł oderwać od nich wzroku, odbierały mu zdolność do wydukania jakiegokolwiek słowa.
Przerwała im ta sama kelnerka.
-Zamówienie- powiedziała i szybko odeszła. Na stoliku postawiła plastkiowy kubek z kakaem i saszetkę cukru.
-Nie interesuj się- odparł oschle, wyrwał z bólem serca swoją rękę i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wyszedł.
"Co teraz?"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz! To bardzo motywuje! (o⌒.⌒o)