~
Wszędzie panował mrok. Nic nie było widać. Wszystko działo się jakby za mgłą. Jedynie niewyraźne kontury drobnej postaci wykonywały ospałe, acz zdecydowane ruchy. Kellin jednakże nie.był w stanie jednoznacznie stwierdzić wykonywaną przez nią czynność. Próbował pomału się do niej zbliżyć, lecz gdy tylko wykonał krok, powracał do tego samego miejsca.
Po upływie kilku chwil postać zaczęła stawać się wyraźniejsza.
Dostrzegł czarne trampki, podarte jeansy i nagą klatkę piersiową, wskazującą na męską płeć postaci. Twarz jednak wciąż pozostawała rozmyta.
I ręce.
Miał całe zakrwawione ręce, porozcinane przedramiona, a w prawej dłoni trzymał nóż.
Wszędzie panował mrok. Nic nie było widać. Wszystko działo się jakby za mgłą. Jedynie niewyraźne kontury drobnej postaci wykonywały ospałe, acz zdecydowane ruchy. Kellin jednakże nie.był w stanie jednoznacznie stwierdzić wykonywaną przez nią czynność. Próbował pomału się do niej zbliżyć, lecz gdy tylko wykonał krok, powracał do tego samego miejsca.
Po upływie kilku chwil postać zaczęła stawać się wyraźniejsza.
Dostrzegł czarne trampki, podarte jeansy i nagą klatkę piersiową, wskazującą na męską płeć postaci. Twarz jednak wciąż pozostawała rozmyta.
I ręce.
Miał całe zakrwawione ręce, porozcinane przedramiona, a w prawej dłoni trzymał nóż.
Rozmyty kontur ust postaci zdawał się poruszać. On chciał coś powiedzieć, to pewne. Nie mógł jednak wydobyć z siebie żadnego słowa. Jego struny głosowe odmówiły mu posłuszeństwa.
Twarz zaczęła się wyostrzać, a dotychczas nieusłyszalny głos jakby coraz głośniejszy...
***
Kellin obudził się spocony w łóżku i aż podskoczył z przerażenia. Dyszał ciężko z trudem łapiąc powietrze. Przetarł czoło i złapał się za serce czując jego szalone bicie. Upadł w takiej pozycji z powrotem na poduszkę. Odetchnął. Zapalił stojącą na etażerce lampkę i rozejrzał się po pokoju. Na podłodze leżały rozrzucone ubrania, dwie butelki po whisky i kilka po piwie. Nie pamięta co działo się po jego wyjściu z kafejki. I to chyba nawet lepiej.
Spojrzał na elektroniczny zegarek przy lampie. 4:28. Z trudem podniósł się z łóżka i chwiejnym krokiem podszedł do okna. Podniósł żaluzje i jego oczom ukazał się krajobraz starych garażów, które wydawały się jeszcze bardziej szare i smutne oświetlane ostatnim blaskiem księżyca. Luna rzucała także subtelny promień na plakaty nad łóżkiem Kellina. Były tam wszystkie jego ulubione zespoły. Postery zdobywał głównie z ukochanych gazet rockowych, których zebrał już pokaźną kolekcję.
Wtem zrobiło mu się niedobrze. Szybko pobiegł do łazienki i ledwo zdążył podnieść klapę od sedesu i zwymiotować wczorajszy alkohol. Oparł się na nim i zaczął płakać. Łzy leciały mu z oczu coraz szybciej, a nawet nie wiedział czemu.
-Kellin?- usłyszał zaspany głos za drzwiami i pukanie.- Czy wszystko gra...?
Chłopak szybko otarł łzy i odkaszlnął próbując wydobyć z siebie jak najnormalniejszy głos.
-Jasne, mamo. Nie przejmuj się. Po prostu te jedzenie ze szkolnej stołówki wreszcie mi zaszkodziło- zaśmiał się sztucznie.
-Synku... Powiedz mi jakby coś było nie tak, bardzo się martwię. Ostatnio dziwnie się zachowujesz...
-Nie ma powodów do zmartwień, wydaje Ci się. Wariujesz na starość- uśmiechnął się, chociaż matka stała za drzwiami.
Usłyszał ciche westchnięcie i niemrawe kroki w stronę sypialni rodzicielki.
Wstał. Nogi miał jak z waty, ale jakoś doczłapał się do stojącego obok lustra. Pierwsze co dostrzegł, to odznaczające się na jego jasnej karnacji ciemne wory pod oczami, które dzisiejszego dnia wydawały się wyraźniejsze niż zwykle.
Rozczochrane włosy odstawały na wszystkie strony. Kellin próbował doprowadzić je do porządku choć troszeczkę, zmierzwiając je letnią wodą i układając w codziennym porządku.
Przepłukał niemiły smak z ust wodą i umył żeby. Myślami wciąż znajdował się w tamtym śnie. Analizował każdy jego.szczegół. Główną rolę odgrywał tam niewątpliwie Fuentes.
Co to musi być za głąb, skoro robi sobie takie rzeczy.
Kellin nigdy nie był typem człowieka empatycznego. Bynajmniej nigdy tego nie okazywał. Może gdzieś pod tą skorupą twardziela kryje się wrażliwość.
Jeśli tak jest, to Vic ją wydobył.
Nie może przestać myśleć jak mu pomóc. Szkoda mu takiego fajnego chłopaka.
Zaraz, zaraz.
Fajnego?
Skąd to w ogóle wpadło mu do głowy? Nawet nie zna Fuentesa. Jedyne co może o nim powiedzieć, to to, że nieźle wygląda.
Przypomniał sobie twarz chłopaka i mimowolnie się uśmiechnął.
"Dosyć tego, pedale"- zaśmiał się do siebie w myślach i wrócił do pokoju.
Kopnął puste puszki i butelki pod łóżko i znowu na nie opadł ze stęknięciem rozkoszy. Nie chce teraz o niczym myśleć. Chce tylko zasnąć.
Przekręcił głowę i spojrzał w stronę obserwatora. Wpatrywał się w niego dłuższą chwilę. Krew z jego górnych kończyn kapała z gracją na ziemię tworząc szkarłatne kałuże przy towarzyszącym temu spektaklowi charakterystycznym dźwięku skraplania. Rozbrzmiewał on ogłuszająco w głowie Kellina i odbijał się echem.
*
Vic leżał ze słuchawkami w uszach na łóżku. Nie spał mimo tak późnej godziny. Nie mógł zasnąć. W głowie miał tysiące myśli, które mogła w pewnym stopniu zagłuszyć tylko muzyka.
Przed oczami widział jednak twarz Kellina i nic nie mógł na to poradzić. Tego wieczoru znowu nie tknął żyletki. Co prawda przemknęła mu ta myśl parę razy, aczkolwiek w krótkim czasie się ulotniła.
Nie wiedział co o tym myśleć. Z jednej strony to dobrze, że tego nie robi, zaś z drugiej- ciągle mu tego brakuje. Widok wypływającej krwi z głębokiej rany na swoim ciele jest dla niego czymś nieocenionym.
I nie wie o co z tym wszystkim chodzi.
Skoro dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że jest to bardzo złe postępowanie, co wciąż go do tego ciągnie?
Poklepał się po prawym udzie wywołując ból. Coś ty narobił, coś ty narobił...
Chciałby mieć teraz kogoś przy sobie. Pomocą często służył mu Mike, ale wraca z wycieczki dopiero jutro. A i to nie było to.
Pragnął on bowiem bliskości kogoś innego. Nie wiedział kogo, ale tego mu właśnie brakowało.
Niespodziewanie jego oczy poczęły się zamykać. Powoli przestawał słyszeć muzykę. I zasnął. Odpłynął w objęcia Morfeusza.
Podczas snu nic nie czujesz. Zamykasz się w świecie swojego mózgu, który obnaża przed Tobą swoje najmroczniejsze zakątki, o których nawet nie miałeś pojęcia. Przedstawia Twe pragnienia, obawy. Powiadają, że potrafi również pokazać przyszłość. Ostrzec przed czymś.
Vic uwielbia spać. Może wtedy uciec od świata i całkowicie o nim zapomnieć. Los jednak obdarzył go tym szczęśliwym problemem z zasypianiem. Udawało mu się zasnąć po dłuższych próbach. Czasem leżał kilka godzin przewracając się z boku na bok i modląc się o sen. Dziś jednak odpłynął doprawdy niespodziewanie.
I cały czas stał mu przed oczami Kellin.
Przed oczami widział jednak twarz Kellina i nic nie mógł na to poradzić. Tego wieczoru znowu nie tknął żyletki. Co prawda przemknęła mu ta myśl parę razy, aczkolwiek w krótkim czasie się ulotniła.
Nie wiedział co o tym myśleć. Z jednej strony to dobrze, że tego nie robi, zaś z drugiej- ciągle mu tego brakuje. Widok wypływającej krwi z głębokiej rany na swoim ciele jest dla niego czymś nieocenionym.
I nie wie o co z tym wszystkim chodzi.
Skoro dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że jest to bardzo złe postępowanie, co wciąż go do tego ciągnie?
Poklepał się po prawym udzie wywołując ból. Coś ty narobił, coś ty narobił...
Chciałby mieć teraz kogoś przy sobie. Pomocą często służył mu Mike, ale wraca z wycieczki dopiero jutro. A i to nie było to.
Pragnął on bowiem bliskości kogoś innego. Nie wiedział kogo, ale tego mu właśnie brakowało.
Niespodziewanie jego oczy poczęły się zamykać. Powoli przestawał słyszeć muzykę. I zasnął. Odpłynął w objęcia Morfeusza.
Podczas snu nic nie czujesz. Zamykasz się w świecie swojego mózgu, który obnaża przed Tobą swoje najmroczniejsze zakątki, o których nawet nie miałeś pojęcia. Przedstawia Twe pragnienia, obawy. Powiadają, że potrafi również pokazać przyszłość. Ostrzec przed czymś.
Vic uwielbia spać. Może wtedy uciec od świata i całkowicie o nim zapomnieć. Los jednak obdarzył go tym szczęśliwym problemem z zasypianiem. Udawało mu się zasnąć po dłuższych próbach. Czasem leżał kilka godzin przewracając się z boku na bok i modląc się o sen. Dziś jednak odpłynął doprawdy niespodziewanie.
I cały czas stał mu przed oczami Kellin.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz! To bardzo motywuje! (o⌒.⌒o)