~
Już ranek.
Kellin niechętnie zsunął kołdrę z rozczochranej głowy. Ziewnął szeroko i podrapał się po szyi. Wykonywał powolne, zmęczone ruchy. Wziął do ręki telefon. Trzy nieodebrane połączenia i dwa smsy.
"Gdzie jesteś?"
"Co się stało? Zaspałeś?"
Zdezorientowany spojrzał na zegar.
8:59.
Już ranek.
Kellin niechętnie zsunął kołdrę z rozczochranej głowy. Ziewnął szeroko i podrapał się po szyi. Wykonywał powolne, zmęczone ruchy. Wziął do ręki telefon. Trzy nieodebrane połączenia i dwa smsy.
"Gdzie jesteś?"
"Co się stało? Zaspałeś?"
Zdezorientowany spojrzał na zegar.
8:59.
Natychmiastowo zerwał się z łóżka jakby ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody. Złapał w biegu podarte jeansy i koszulkę leżącą obok nich. Miał na sobie bieliznę i skarpetki, może niekoniecznie czyste, aczkolwiek w tamtym momencie było mu wszystko jedno. Liczyło się szybie dotarcie do szkoły. Nie mógł jej lekceważyć, i tak już miał dość kłopotów z nauką. Pobiegł do łazienki i chwycił za szczoteczkę. Szorował zęby jednocześnie ubierając spodnie i koszulkę. Przeczesał włosy i lekko je zmierzwił, by nadać im niesforny charakterek.Wrzucił do plecaka kilka książek, zawiązał ciasno trampki i wybiegł z domu.
Nawet nie zauważył kiedy zaczęło kropić. Z niewiedzy wyrwał go dopiero huk pioruna rozlegający się gdzieś w oddali.
-Cholera jasna!- krzyknął, gdy wielka kropla deszczu spadła z nieba prosto w jego prawe oko.- Nie, to wszystko po prostu nie ma sensu!
Załamany oparł się o ceglaną ścianę starej kamienicy i powoli zsunął się w dół. Usiadł w lekkim rozkroku.
Złapał się za teraz już całkowicie mokre włosy i spuścił głowę w dół. Przeklnął kilka razy.
Co jest ze mną nie tak?
-Hej, młody- jego czarny trampek kopnęła czyjaś noga odziana w nieco zniszczone adidasy i sztruksy ubrudzone błotem u nogawek.- Może masz ochotę na poprawienie humoru?
-Nie, dzięki. I tak już jestem na kacu...- Kellin podniósł głowę. Jego oczom ukazał się chłopak wyglądający na jakieś czterdzieści lat, po głosie, stylu bycia oraz sposobie ubierania, dał mu jednak dwadzieścia parę.- Nie chcesz mi sprzedać alkoholu, prawda?
-Mam coś o wiele lepszego. Możesz to wstrzyknąć lub wciągnąć. Pół grama mogę dać Ci za darmo, na spróbowanie. Za więcej musisz zapłacić.
Mężczyzna podał Kellinowi przeźroczystą torebeczkę z białym proszkiem przypominającym cukier-puder. Przyjrzał się jej dokładnie i pytającym wzrokiem spojrzał się na dilera.
-Amfetamina. Dwadzieścia dolców za gram.
-Daj mi jeszcze.- zszokowany swoimi słowami zaczął grzebać w swoim plecaku w poszukiwaniu portfela.
Co we mnie wstąpiło?
Mężczyzna podał mu kolejną torebeczkę, tym razem z większą zawartością.
-Dzięki, e...- Kellin ponownie spojrzał na nieznajonego z pytaniem w oczach. W tym samym czasie podał mu banknot dwudziestodolarowy.
-Mów mi Cień- chłopak przyjrzał się dokładnie jego twarzy. Była nieco pomarszczona, nieadekwatnie do wieku tego człowieka, a czarne, krótkie włosy przetłuszczone. Wokół wąskich, spierzchniętych ust dostrzegł kilkudniowy zarost. Cień uśmiechnął się tajemniczo.- Tylko nie bierz wszystkiego naraz. Często się tu kręcę, gdybyś chciał więcej.
I odszedł. Pozostawił Kellina samego z dwoma torebeczkami proszku, który miał mu pomóc.
Narkotyki? Czy powinienem..?
A zresztą... Wszyscy je biorą. Raz przecież nie uzależnia.
Jednak po co w takim razie kupił aż tyle?
Otworzył opakowanie z pół gramem amfetaminy. Delikatnie powąchał substancję. Podrażniła jego nos. Mimowolnie kichnął, ledwie zdążając odsunąć się od torebeczki. Uciekł pod skromny daszek nad tylnym wejściem do jakiejś kamienicy chcąc tego dokonać.
Ręce zaczęły się mu trząść. Niezgrabnie wysypał amfetaminę na wierzch dłoni tworząc kreskę.
Tak wciągali w filmach.
Przybliżył prawe nozdrze i zawachał się przez chwilę.
Do czego to mnie zaprowadzi? Nie chcę się uzależnić, ale... Muszę zapomnieć, muszę oderwać się od rzeczywistości, muszę...
I wciągnął.
Po kilku minutach ogarnął go nagły przypływ energii. Miał ochotę biegać w kółko jak pies próbujący dogonić swój ogon. Do mózgu napłynęła mu również przyjemna fala euforii.
Stał na środku zaułka i uśmiechał się szeroko. Źrenice miał rozszerzone do granic możliwości, a serce biło mu tak szybko jak przy obecności Fuentesa.
Zaraz... Co? Cóż za bzdura. Victor to nic nie warte zero. Kogo on by tam obchodził. Teraz liczyła się tylko ta błoga przyjemność. Tylko ona.
-Cholera jasna!- krzyknął, gdy wielka kropla deszczu spadła z nieba prosto w jego prawe oko.- Nie, to wszystko po prostu nie ma sensu!
Załamany oparł się o ceglaną ścianę starej kamienicy i powoli zsunął się w dół. Usiadł w lekkim rozkroku.
Złapał się za teraz już całkowicie mokre włosy i spuścił głowę w dół. Przeklnął kilka razy.
Co jest ze mną nie tak?
-Hej, młody- jego czarny trampek kopnęła czyjaś noga odziana w nieco zniszczone adidasy i sztruksy ubrudzone błotem u nogawek.- Może masz ochotę na poprawienie humoru?
-Nie, dzięki. I tak już jestem na kacu...- Kellin podniósł głowę. Jego oczom ukazał się chłopak wyglądający na jakieś czterdzieści lat, po głosie, stylu bycia oraz sposobie ubierania, dał mu jednak dwadzieścia parę.- Nie chcesz mi sprzedać alkoholu, prawda?
-Mam coś o wiele lepszego. Możesz to wstrzyknąć lub wciągnąć. Pół grama mogę dać Ci za darmo, na spróbowanie. Za więcej musisz zapłacić.
Mężczyzna podał Kellinowi przeźroczystą torebeczkę z białym proszkiem przypominającym cukier-puder. Przyjrzał się jej dokładnie i pytającym wzrokiem spojrzał się na dilera.
-Amfetamina. Dwadzieścia dolców za gram.
-Daj mi jeszcze.- zszokowany swoimi słowami zaczął grzebać w swoim plecaku w poszukiwaniu portfela.
Co we mnie wstąpiło?
Mężczyzna podał mu kolejną torebeczkę, tym razem z większą zawartością.
-Dzięki, e...- Kellin ponownie spojrzał na nieznajonego z pytaniem w oczach. W tym samym czasie podał mu banknot dwudziestodolarowy.
-Mów mi Cień- chłopak przyjrzał się dokładnie jego twarzy. Była nieco pomarszczona, nieadekwatnie do wieku tego człowieka, a czarne, krótkie włosy przetłuszczone. Wokół wąskich, spierzchniętych ust dostrzegł kilkudniowy zarost. Cień uśmiechnął się tajemniczo.- Tylko nie bierz wszystkiego naraz. Często się tu kręcę, gdybyś chciał więcej.
I odszedł. Pozostawił Kellina samego z dwoma torebeczkami proszku, który miał mu pomóc.
Narkotyki? Czy powinienem..?
A zresztą... Wszyscy je biorą. Raz przecież nie uzależnia.
Jednak po co w takim razie kupił aż tyle?
Otworzył opakowanie z pół gramem amfetaminy. Delikatnie powąchał substancję. Podrażniła jego nos. Mimowolnie kichnął, ledwie zdążając odsunąć się od torebeczki. Uciekł pod skromny daszek nad tylnym wejściem do jakiejś kamienicy chcąc tego dokonać.
Ręce zaczęły się mu trząść. Niezgrabnie wysypał amfetaminę na wierzch dłoni tworząc kreskę.
Tak wciągali w filmach.
Przybliżył prawe nozdrze i zawachał się przez chwilę.
Do czego to mnie zaprowadzi? Nie chcę się uzależnić, ale... Muszę zapomnieć, muszę oderwać się od rzeczywistości, muszę...
I wciągnął.
Po kilku minutach ogarnął go nagły przypływ energii. Miał ochotę biegać w kółko jak pies próbujący dogonić swój ogon. Do mózgu napłynęła mu również przyjemna fala euforii.
Stał na środku zaułka i uśmiechał się szeroko. Źrenice miał rozszerzone do granic możliwości, a serce biło mu tak szybko jak przy obecności Fuentesa.
Zaraz... Co? Cóż za bzdura. Victor to nic nie warte zero. Kogo on by tam obchodził. Teraz liczyła się tylko ta błoga przyjemność. Tylko ona.
×××
Zabrzmiał dzwonek na czwartą lekcję.
Vic powoli powoli człapał w kierunku sali sto dwanaście. W uszach miał słuchawki, a w nich rozbrzmiewało stare, dobre AC/DC. Muzykę zagłuszało jednak tysiąc różnych myśli w jego głowie.
Dlaczego Kellin tak nagle się nim zainteresował?
Co robił tam sam, na zwykłej kawie?
Dlaczego jego serce szybciej biło na widok Bostwicka?
Najbardziej martwiło go to, że nie widział go dzisiaj w szkole. On... Tęsknił. Chciałby chociaż go zobaczyć.
Przed wejściem do klasy wstąpił do męskiej łazienki, by skontrolować swój wygląd. Spojrzał w pęknięte lustro. Był taki brzydki. Był taki gruby. Był taki odpychający. Był taki...
Łzy zaczęły napływać mu do oczu.
Nie wytrzymam.
Gwałtownie otworzył drzwi kabiny i wpadł do niej cały roztrzęsiony. Opuścił deskę i zaczął grzebać w plecaku. Z ukrytej kieszeni wyłowił zawiniętą w chusteczkę żyletkę.
Tak naprawdę miał ich pełno. Kilka (jak nie kilkanaście) w pokoju, jedna tutaj, w szkolnym plecaku, jedna nawet w ogrodzie, przyklejona pod płotem.
Nigdy nie wiadomo.
Podniósł czarny podkoszulek i zrobił kilka małych kresek w okolicach miednicy. Odetchnął z ulgą. Więcej nie może, nie tutaj.
Jeszcze chwilę tam został, tamował krwawienie. Nie chciał mieć nieprzyjemnego incydentu z przesiąkniętym plamkami krwi ubraniem. Na szczęście miał dziś czarny podkoszulek, więc nawet jeśli coś postanowi się odznaczyć, prawdopodobnie nikt tego nie zauważy.
Wyszedł z toalety i poszedł na lekcję angielskiego. Przez resztę dnia jednak coś go dręczyło. Miał jakieś złe przeczucia. Starał się to jednak ignorować, uważał to bowiem jedynie za kolejne bezpodstawne zmartwienie. Mózg prawdopodobnie robił mu na złość.
Jednak wracając skrótem ze szkoły, jego obawy się potwierdziły.
Vic powoli powoli człapał w kierunku sali sto dwanaście. W uszach miał słuchawki, a w nich rozbrzmiewało stare, dobre AC/DC. Muzykę zagłuszało jednak tysiąc różnych myśli w jego głowie.
Dlaczego Kellin tak nagle się nim zainteresował?
Co robił tam sam, na zwykłej kawie?
Dlaczego jego serce szybciej biło na widok Bostwicka?
Najbardziej martwiło go to, że nie widział go dzisiaj w szkole. On... Tęsknił. Chciałby chociaż go zobaczyć.
Przed wejściem do klasy wstąpił do męskiej łazienki, by skontrolować swój wygląd. Spojrzał w pęknięte lustro. Był taki brzydki. Był taki gruby. Był taki odpychający. Był taki...
Łzy zaczęły napływać mu do oczu.
Nie wytrzymam.
Gwałtownie otworzył drzwi kabiny i wpadł do niej cały roztrzęsiony. Opuścił deskę i zaczął grzebać w plecaku. Z ukrytej kieszeni wyłowił zawiniętą w chusteczkę żyletkę.
Tak naprawdę miał ich pełno. Kilka (jak nie kilkanaście) w pokoju, jedna tutaj, w szkolnym plecaku, jedna nawet w ogrodzie, przyklejona pod płotem.
Nigdy nie wiadomo.
Podniósł czarny podkoszulek i zrobił kilka małych kresek w okolicach miednicy. Odetchnął z ulgą. Więcej nie może, nie tutaj.
Jeszcze chwilę tam został, tamował krwawienie. Nie chciał mieć nieprzyjemnego incydentu z przesiąkniętym plamkami krwi ubraniem. Na szczęście miał dziś czarny podkoszulek, więc nawet jeśli coś postanowi się odznaczyć, prawdopodobnie nikt tego nie zauważy.
Wyszedł z toalety i poszedł na lekcję angielskiego. Przez resztę dnia jednak coś go dręczyło. Miał jakieś złe przeczucia. Starał się to jednak ignorować, uważał to bowiem jedynie za kolejne bezpodstawne zmartwienie. Mózg prawdopodobnie robił mu na złość.
Jednak wracając skrótem ze szkoły, jego obawy się potwierdziły.
Kiedy następna część? :D
OdpowiedzUsuń