26 grudnia 2014

{04}

~

Już ranek.
Kellin niechętnie zsunął kołdrę z rozczochranej głowy. Ziewnął szeroko i podrapał się po szyi. Wykonywał powolne, zmęczone ruchy. Wziął do ręki telefon. Trzy nieodebrane połączenia i dwa smsy.
"Gdzie jesteś?"
"Co się stało? Zaspałeś?"
Zdezorientowany spojrzał na zegar.
8:59.

9 grudnia 2014

{03}

~
Wszędzie panował mrok. Nic nie było widać. Wszystko działo się jakby za mgłą. Jedynie niewyraźne kontury drobnej postaci wykonywały ospałe, acz zdecydowane ruchy. Kellin jednakże nie.był w stanie jednoznacznie stwierdzić wykonywaną przez nią czynność. Próbował pomału się do niej zbliżyć, lecz gdy tylko wykonał krok, powracał do tego samego miejsca.
Po upływie kilku chwil postać zaczęła stawać się wyraźniejsza.
Dostrzegł czarne trampki, podarte jeansy i nagą klatkę piersiową, wskazującą na męską płeć postaci. Twarz jednak wciąż pozostawała rozmyta.
I ręce.
Miał całe zakrwawione ręce, porozcinane przedramiona, a w prawej dłoni trzymał nóż.

12 listopada 2014

{02}

~

-Chłopaki, muszę spadać. Umówiłem się z Kat!- Kellin zaśmiał się znacząco.
-Tylko się zabezpieczajcie- Philip wyszczerzył krzywe zęby w uśmiechu.
Quinn zaśmiał się podając wszystkim po kolei rękę na pożegnanie. Odszedł w milczeniu od grupy i pokierował się do pobliskiego parku. Był prawie cały zarośnięty różnorakimi drzewami, więc do złudzenia przypominał las gdyby nie polbrukowe ścieżki rozgałęziające się na wszystkie strony i stare drewniane ławeczki pokryte podpisami tutejszych dzieciaków i nastolatków.
Przez krzaczaste drzewa światło ledwie się przedzierało, toteż panował tu tajemniczy półmrok.
Kellin spoczął na ławeczce pod lipą. Zawsze umawiał się tu z Katelynne.
Ale w ogóle nie miał głowy do myślenia o swojej dziewczynie. Jego głowę zaprzątał ten chłopak, którego dziś pobili. Victor? Chyba chodził do IIa. Nie raz widział go na korytarzu. Zawsze stał sam ze słuchawkami w uszach. Miał koszulki z różnorakimi zespołami. Często jednak można go było zobaczyć w tej z logo Queen. Kellin całkiem lubi ten zespół. 
Często go gnębili. Nie przeciwstawiał się im. Nikt nigdy nie zastanawiał się dlaczego.

{01}

~
Dzwonek.
Nareszcie koniec poniedziałku. Vic nienawidzi tego dnia tygodnia. Gdy tylko usłyszał ten upragniony dźwięk, zaczął pakować rzeczy do plecaka nie zważając na to, że nauczycielka przekrzykiwała zamieszanie w klasie próbując oznajmić, że musi zadać jeszcze pracę domową. Chłopak niespokojnie siedział poruszając w bardzo szybkim tempie prawą nogą. Jego młodszy brat Mike powtarzał, że to taki odruch nerwowy.
Podczas gdy psorka jakby specjalnie wolno wypisywała zadania domowe, Victor błądził wzrokiem po klasie. Wszyscy byli tacy sami.
Szare jednostki szkolone do podążania za społeczeństwem.
Nie byli identyczni, a jednak tacy sami.